Jesteśmy teraz w Polsce

Côte d’Azur: Saint-Tropez, Cannes i Nicea

Coté d'Azur-56

Côte d’Azur (Lazurowe Wybrzeże) było jednym z najbardziej przez nas oczekiwanym miejscem w zachodniej Europie. Mówi się najpiękniejsze wybrzeże na świecie, idealne, by wypoczywać na plażach przy nadmorskich miastach takich jak Nicea, Cannes, Saint-Tropez, Sain-Raphael czy Menton. Ale czy rzeczywiście jest tam tak super?

W drodze na Lazurowe Wybrzeże zatrzymaliśmy się w małym mieście Arles we francuskiej Prowansji, znanym głównie dlatego, że mieszkał tam przez rok Vincent van Gogh tworząc ponad 300 obrazów i rysunków. To małe piękne miasteczko ma bogatą historię odzwierciedloną w licznych zabytkach z czasów Rzymskich: teatrze, amfiteatrze, necropolis, termach, akwedukcie czy młynie.

Coté d'Azur-10

Coté d'Azur-4

Coté d'Azur-1

Arles końca XIX wieku zobaczyć można na licznych obrazach van Gogha — wąskie uliczki skąpane w jasnych promieniach wczesnego zachodu słońca, wysokie drzewa cyprysowe i zieloną i kwitnącą wieś wokół Arles. Choć wiele dzieł Vincenta namalowanych zostało właśnie tutaj, w mieście nie zachowało się żadne z nich. Arles sprawiało wrażenie miasta bardzo turystycznego, a jednak w pewien sposób uśpionego, spokojnego i cichego.

Przejechaliśmy następne 200 kilometrów do Saint-Tropez. Gdyby nie szybka lektura naszego przewodnika po Francji, oczekiwalibyśmy dużego miasta z ogromnym portem z tysiącem spektakularnych jachtów i ekskluzywnych restauracji. Szczęki nam opadły jak dojechaliśmy i zdaliśmy sobie sprawę, że miasto nie jest wcale tak ekstrawaganckie czy nawet ładne, jak myśleliśmy. Jest to niewielkie miasto (mniej niż 6000 mieszkańców) z niewielkim portem i jedynie kilkoma ulicami wspinającymi się od zatoki w górę niewielkiego wzniesienia. Saint-Tropez odegrało ważną rolę na początku XX wieku, kiedy słynni malarze tacy jak Paul Signac, Matisse i Pierre Bonnard przyjeżdżali tu malować. Saint-Tropez to również miejsce narodzin trzech nurtów malarskich: puentylizmu, fowizmu i nabizmu. Później, w latach pięćdziesiątych miasto to zyskało międzynarodową sławę dzięki filmom kręconym właśnie tutaj, między innymi I Bóg stworzył kobietę z piękną Brigitte Bardot. To od wtedy miasto zaczęło być najeżdżane przez ponad 100 tysięcy turystów każdego lata.

Główny plac, Place des Lices, nie robi dużego wrażenia, jest on niewielki i skąpany w kurzu i pyle ze żwirowego podłoża. Główna kawiarnia znana jako miejsce spotkań celebrytów była zupełnie pusta. Jedyne ożywienie na placu tworzyła grupa starszych ludzi grająca we francuskie Boules. W mieście znajduje się jedna ulica, jedyna chyba pokazująca, że Saint-Tropez jest jednak trochę szpanerskie, pełna sklepów z ubraniami od najlepszych projektantów. Przy marinie, ulica z barami i restauracjami jest krótka i niespecjalna.

Wyjechaliśmy trochę rozczarowani, ale zadowoleni, że zobaczyliśmy to obstawione miasto na własne oczy.

Coté d'Azur-14

Coté d'Azur-19

W pobliskim mieście Sainte-Maxime czekał już na nas couchsurfingowy gospodarz. Po ponad godzinie gubienia się na wzgórzach z willami z widokiem na niebieskie Morze Śródziemne udało nam się znaleźć dom Erika. Na miejscu spałaszowaliśmy typowo francuskie ratatouille przygotowane przez naszego gospodarza. Spędziliśmy z nim uroczy wieczór rozmawiając o podróżach i planach na przyszłość.

Nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie spędzimy następną noc. Myśleliśmy, że może w Cannes lub Nicei, bo w tym kierunku planowaliśmy jechać. Wcześnie rano opuściliśmy Sainte-Maxime i pojechaliśmy wzdłuż wybrzeża gapiąc się na przepiękne widoki; śliczne zatoczki z lazurowym morzem i czerwonymi skałami. Na niebie widać było prywatne samoloty i helikoptery, które zapowiadały celebrytów w Cannes.

Coté d'Azur-54

Coté d'Azur-28

Do Cannes dojechaliśmy w okolicach południa i przespacerowaliśmy się po wybrzeżu gdzie odbywał się właśnie festiwal filmowy. Czarne i lśniące limuzyny z szoferami czekające na każdym kroku. Miasto było zapchane z powodu festiwalu, a główna ulica przy plaży była zamknięta.

Przystanęliśmy na chwilę przy czerwonym dywanie rozglądając się za kimś znanym, jednak prawdopodobnie było za wcześnie. Mogliśmy tylko podejrzewać, że sławy chowały się za przyciemnianymi szybami limuzyn. Całe miasto zatłoczone było tysiącami ciekawskich turystów, prasą i obsługą festiwalu. Przeszliśmy się wzdłuż plaży, po czym skierowaliśmy się na znaną ulicę ze sklepami, Meynadier.

Coté d'Azur-31

Coté d'Azur-39

Coté d'Azur-33

Miasto było naprawdę pełne turystów. Wszyscy couchsurferzy, z którymi się skontaktowaliśmy byli już zajęci. Zdecydowaliśmy jechać dalej wzdłuż Lazurowego Wybrzeża i spróbować szczęścia w Nicei. Po półgodzinnej jeździe ponownie z cudownymi widokami zatrzymaliśmy się w Nicei, by odpocząć i wysłać więcej maili z prośbą o nocleg. Zdaliśmy sobie jednak sprawę, że Nicea również jest załadowana turystami i zaczęliśmy kontaktować się z ludźmi z paru innych pobliskich miast. Szybko dostaliśmy odpowiedź od Włocha z Sanremo. Choć Włochy nie były w naszych planach, myśleliśmy by przejechać przez ten kraj jadąc do Szwajcarii. Szybka wymiana maili i z powrotem byliśmy w samochodzie jadąc w kierunku Włosko-Franuskiej granicy. Nie mieliśmy czasu zwiedzić Nicei, ale musieliśmy dokonywać pewnych wyborów. Także zobaczyliśmy tylko Promenade des Anglais i punkt widokowy na miasto w drodze do Sanremo. Z okien mieliśmy szansę zobaczyć szybko Monako, nasz następny punkt docelowy.

Nice

Wiedzieliśmy, ze z Sanremo będziemy musieli wrócić wzdłuż wybrzeża ponowie podziwiając widoki na Lazurowe wybrzeże, co wcale nas nie zasmuciło.

Pomimo początkowego rozczarowania nie tak hedonistycznym Sain-Tropez musimy przyznać, że ten rejon Francji, Côte d’Azur jest naprawdę prześliczny i zasługuje na swoją sławę.

Więcej zdjęć z Francji tutaj.

Renato i Magda

2 komentarze

  1. To kiedy wracacie na Lazurowe Wybrzeże zwiedzić jego pozostałe atrakcje? 😉

  2. Hej. Narazie planujemy dalsza podroz na wschod 🙂 a jakie inne atrakcje pominelismy?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*